Inscenizacja "Dam i huzarów" w reżyserii Olgi Lipińskiej, która uznawana jest za jedno z najlepszych przedstawień "fredrowskich" w dziejach Teatru Telewizji, czym zdecydowanie "zasłużyła" sobie na miejsce w Złotej Setce Teatru Telewizji.
Widowiskowo zrealizowany spektakl, okraszony znakomitymi kreacjami aktorskimi, zapisał się w pamięci widzów na trwałe. Bronisław Pawlik - po Jaraczu, Kurnakowiczu i Woszczerowiczu - zagrał Rotmistrza "na miarę swoich wielkich poprzedników" - pisali recenzenci po premierze. Deszcz pochwał spadł również na Marka Walczewskiego, który wcielił się w postać Majora. Zniewalająco komiczny okazał się Kapelan Jana Kobuszewskiego, recytujący sakramentalne "Nie uchodzi, nie uchodzi". I wreszcie trzy ciotki, brawurowo zagrane przez Danutę Szaflarską, Ryszardę Hanin i Zofię Kucównę. "Nie zdarzyło mi się jeszcze podziwiać takiego tercetu" - napisał jeden z krytyków i nie była to opinia odosobniona.
Akcja sztuki toczy się w domu Majora na wsi. Wczasuje on tutaj z grupą przyjaciół - huzarów. Odpoczynek w sielskim ustroniu umilają im polowania i gra w szachy. Dopiero co wyprawiono z dworku "ostatnią białogłowę". "Będzie raz przed się cicho i spokojnie" - marzy Rotmistrz. Kawalerski błogostan nie trwa jednak długo. Majora odwiedzają bowiem trzy siostry razem ze "świtą", bynajmniej nie złożoną z mężczyzn. Żołnierski honor nakazuje godnie przyjąć niewiasty. "Huzary" dwoją się i troją, jednak ich wysiłki odnoszą skutki zgoła przeciwne do zamierzonych. Tymczasem "damy" niezrażone nieokrzesaniem swych gospodarzy postanawiają wprowadzić w życie swoje plany dotyczące ożenku Majora.