Pierwszy film w reżyserskim dorobku Jerzego Stuhra, nagrodzony w 1999 roku na MFF w Wenecji.
"Jak doskonałym tworem jest człowiek! Jak wielkim przez rozum! Jak niewyczerpanym w swych zdolnościach! Jak szlachetnym postawą i w poruszeniach! Czynami podobnym do anioła, pojętnością zbliżonym do bóstwa! Ozdobą on i zaszczytem świata! Arcytypem wszech jestestw!" - tak brzmią słowa pieśni, śpiewanej przez chór w "Tygodniu z życia mężczyzny". Słowa te pochodzą z Szekspirowskiego "Hamleta" i stanowią raczej ironiczne motto do trzeciego autorskiego filmu Jerzego Stuhra. Główny bohater "Tygodnia...", prokurator Adam Borowski, jest bowiem człowiekiem pełnym słabości, łatwo ulegającym pokusom. Tylko pozornie tydzień z jego życia, o którym opowiada film, jest szczęśliwy. Bohater kupuje dom, na rynku księgarskim ukazuje się jego książka, za parę dni ma wyjechać z chórem na występy do Wielkiej Brytanii, jego żona Anna otrzymuje prestiżową nagrodę. W rzeczywistości z każdym z tych wydarzeń wiążą się mniejsze lub większe podłości popełniane przez Borowskiego. Popełniane nie zawsze z wyrachowania, częściej pod wpływem presji chwili. Adam nie jest człowiekiem amoralnym, dręczą go wyrzuty sumienia, czego dowodzi finał filmu. W jego życiu dochodzi do bolesnego rozdarcia. Oskarżając na sali sądowej, nie uznaje taryfy ulgowej. Dziwnym zrządzeniem losu przez siedem kolejnych dni tygodnia sam staje wobec podobnych problemów, co ludzie, dla których domagał się surowych wyroków. I co? W porównaniu z nimi wcale nie jest lepszy.